Trudno ten obiektyw namierzyć i poddać testom. Znika z półek nim jeszcze się na nich pojawi. Kupują go znawcy, którzy w systemie X Hasselblada siedzą od początku. Pewnie w ich wewnętrznym obiegu informacji już dawno został uznany za warty zakupu. Bardzo ucieszyła nas wiadomość, że możemy go sprawdzić w praktycznym teście.

Obiektyw pracuje w zakresie ogniskowych 35,9 do 73,1 mm w formacie, co daje przybliżone wartości tak niezbędne w marketingu i terminologii – 35-75 mm. Aby przybliżyć ten zakres czytelnikom obeznanym z pełną klatką, daje to w przybliżeniu zakres 28 – 58 mm. Takie parametry osiągane są ze światłem zmieniającym się wraz ze zmianą ogniskowej. Im obiektyw dłuższy pod względem ogniskowej, tym staje się ciemniejszy. Zmiany przysłony otwartej oscylują od f/3,5 do f/4,5. Obiektyw ma długość 145 mm i średnicę 85 mm. Średnica gwintu filtra to 77 mm. Waga 1115 gram. Minimalny dystans ostrości to 60 cm. Obiektyw zbudowany jest w oparciu o tubus, który nie zmienia rozmiarów. W czasie zmiany ogniskowych, przesuwają się jedynie elementy wewnętrzne. Jest tych elementów 15 i rozmieszczone są w 13 grupach. W tym całym układzie występują dwa elementy asferyczne. Zmiana ogniskowych i ostrość jest realizowana przez jednoczesny ruch grupy elementów z przysłona – tu pełniącą rolę migawki i (lub) jednoczesny ruch przedniej grupy soczewek. Takie „pływające” rozwiązania przypisane są do lepszych konstrukcji i sama taka budowa, może zapowiadać dobre osiągi.

Obiektyw sprzedawany jest wraz z osłoną przeciwsłoneczną. Całość zapakowana jest w tradycyjnie matowo czarny karton, do którego Hasselblad zdążył nas już przyzwyczaić. Całość bardzo elegancka.

Pierwsze odczucia są bardzo pozytywne. Obiektyw jak na swą masę nie jest ciężki. To kilogram metalu i szkła, ale… no właśnie. Ważące prawie tyle samo szkła tego systemu jak obiektyw 120 mm macro czy portretówka 80 mm f/1,9 wydają się cięższe. Oczywiście waga mówi prawdę, ale tu chodzi o wrażenie. 120 mm jest cięższy, ponieważ jest dłuższy. 80 mm jest cięższy, ponieważ to obiektyw tele z umieszczonymi z przodu cięższymi i większymi soczewkami, które powodują nierównomierny rozkład masy. W prezentowanym zoomie waga soczewek rozkłada się równomiernie po całym tubusie.

To naprawdę istotne. Obiektyw jest bardzo dobrze wyważony i świetnie leży w dłoni. Obydwa pierścienie przysłony i ostrości są tak samo gumowane, jak wszystkie w tym systemie. Obracają się z budzącym zaufanie delikatnym oporem. Oczywiście pierścień zmiany ogniskowej z minimalnie większym, ponieważ musi poruszyć skomplikowaną helikoidą z dużą grupą soczewek i mechanizmem migawki, przysłony. Migawka działa w pełnym zakresie czasów systemu X, czyli od 68 minut do 1/2000 s. Synchronizacja jak to w migawce centralnej jest możliwa w pełnym zakresie czasów. Idźmy dalej.

Kolejnym miłym zaskoczeniem jest to, że migawka działa bardzo cicho. Nie wiem, czy nie najciszej w całym systemie. Tu ważna dygresja. Ze względu na budowę obiektywów i umieszczenie migawki za każdym razem w innej konstrukcji, wydobywający się na zewnątrz dźwięk jest za każdym razem inny. Dla większości z nas, przyzwyczajonych do migawek w korpusach, to coś, do czego trzeba się przyzwyczaić. Tak czy owak, ta migawka pracuje naprawdę cicho. Do tego dochodzi bardzo szybki system AF. Tak. To jeden z szybszych obiektywów w tym systemie. AF pracuje tak samo, jak w innych obiektywach X, czyli przód – tył – złapanie ostrości w punkt, ale tu odbywa się to bez wahań i bardzo pewnie. Nie występuje lub występuje sporadycznie zjawisko błądzenia, ale nad nim możemy zapanować, kierując czujnik na obiekt lub jego część, która nie spowoduje problemów.

Ta pewność powoduje, że bardzo szybko zaczynamy ufać automatyce i skupiamy się na kadrowaniu, czyli… zoomowaniu.

 

Tu zaczyna się prawdziwa jazda. Zmiana ogniskowej odbywa się przez stosunkowo niewielkie przekręcenie pierścienia. Łatwo się przyzwyczaić i z łatwością trafiać na typowe ogniskowe. Tylko po co? Cała radość bierze się z tego, że nagle możemy fotografować jakby płynniej. W jednym momencie zrobić coś szeroko, a za sekundę, nie zmieniając pozycji, wąsko. Dla wielu z was to absurd, że na to zwracamy uwagę, ale to niezbyt częste zjawisko w świecie średniego formatu. Zoom bywa egzotyką tam, gdzie toczy się walka o jakość. Bo zoom zawsze przynosi stratę jakości. Do tego przywykliśmy. Trzeba iść na kompromis.

I tu dochodzimy do najważniejszego punktu. Praca w zakresie 28-56 mm, jest w większości sytuacji wszystkim, czego potrzebujemy. Wydaje się to zbyt małym zakresem, a jednak to właśnie takie zoomy w końcu lat dziewięćdziesiątych XX wieku były bardzo cenione przez profesjonalistów (sławny zoom Nikkor 24-50 mm). Ograniczenie zakresu i trzymanie się pewnej przewagi po jednej ze stron, tak jak w tym przypadku, po stronie bardziej szerokiej i niesięganie do znaczącego tele, pozwala, tak zaprojektować obiektyw, aby dawał najlepszą jakość.

Tak jest w tym przypadku. Jakość obrazu stoi na bardzo wysokim poziomie. Bardzo wysokim. Jeśliby się chciało opisać różnice pomiędzy kadrami z tego zooma a stałką z tego systemu, to najzwyczajniej ma się problem. Może jest strata na poziomie 3-4-5%, ale należy zaznaczyć i mocno podkreślić słowo „może”. To jeden z pierwszych obiektywów zoom, który zachowuje się tak wspaniałe, jeśli chodzi o jakość obrazu. Zaliczyliśmy przy tym teście małą redakcyjną wpadkę. Oceniając pracę na różnych ogniskowych, orzekliśmy spadek kontrastu na najdłuższym ustawieniu. To była jednak pomyłka. W kadr weszło dużo ciemnych elementów, które na zbliżeniu wypełniły większą część pola obrazowego i zachwiały ekspozycją. Po przyciemnieniu jakość okazała się taka sama.Reasumując. Jeżeli z aparatem systemu Hasselblad X zamierzasz podróżować, robić reportaż lub fotografować w miejscach, gdzie zmiany ogniskowej są utrudnione, lub grożą zapyleniem matrycy – to obiektyw dla Ciebie. Przyjmij, że możesz zakupić go w ciemno i nie nanosisz się, dźwigając kilka szkieł, a jakość zdjęć na tym nie ucierpi. Spokojnie możemy rekomendować ten zoom do poważnych zastosowań profesjonalnych. Pozbawiony takich wad jak aberracja chromatyczna czy dystorsja i posiadający tak wysoki mikrokontrast spełni oczekiwania pokładane w profesjonalnym sprzęcie. Dobry obiektyw „na start” z takim korpusem jak X1D II. Może stanowić świetną parę z np. obiektywem 120 macro.