Inspiroy Q11K V2 – Tablet Huion po roku użytkowania

Tablet do prac graficznych jest niezbędnym elementem każdego stanowiska komputerowego, na którym pracuje się nad obrazem. Zwłaszcza obrazem nieruchomym. Po wcześniejszych mniej lub bardziej udanych podejściach do tabletu – jakiś rok temu zaryzykowałem i trochę w ciemno zakupiłem ten właśnie model. Używam go od roku. W międzyczasie mój Mac zmienił system, a ja zmieniłem Maca i ekran i znowu system, a on ciągle mi towarzyszy. Jest tak dobry, że nie czuję potrzeby zmiany, pomimo że z ekranu 30-calowego Apple Cinema Display o rozdzielczości 2560 pracującego jako źródło obrazu dla komputera MacBook Pro 15 przeszedłem na ekran 32 cale 4K a w końcu na iMaca z ekranem 5K. To wszystko okazało się nie mieć znaczenia. System operacyjny także. Mojave czy Catalina? Wszystko działa niesamowicie sprawnie z takimi programami jak Capture One, Photoshop, Lightroom i innymi graficznymi. Nowe sterowniki nie zawiodły i funkcjonalność wzrosła. Szybkość obróbki także. Pozwólcie, że opowiem o mojej przygodzie z modelem Huion Inspiroy Q11K V2.

Od jakiegoś czasu myślałem o zmianie tabletu, tabletu graficznego do retuszu i obróbki cyfrowej. Zacząłem rozglądać się za kolejnym produktem firmy renomowanej i w sumie do niedawna jedynej. Miałem trochę pecha. Gdziekolwiek bym nie podszedłem do wystawionego na prezentacji tabletu, zawsze był fatalnie skonfigurowany, podłączony do dziwnego programu, którego nie znałem lub pracował pod komputerem z systemem operacyjnym Windows. W MediaMarkt gdzie tablety są wystawione, przeżyłem wręcz szok, że tablet tak dziwnie reaguje – był podłączony do komputera HP, ale to chyba niegłówny problem. Prezentowanie tabletów w takich miejscach jak duże markety powinno być zawsze wykonane przez specjalistów. Zniechęciłem się i już parę miesięcy temu odłożyłem cały proces zakupu nowego tabletu. 

W mojej pracy zawodowej często muszę retuszować zdjęcia, ale są to głównie niedoskonałości, pyłki czasami nakładanie jakieś maski. Zdjęć w ogóle nie kadrują i staram się ograniczać cały proces postprodukcji. Jednak w zdjęciach profesjonalnych, dla klientów jest to niezbędny element – wówczas tablet bardzo się przydaje. W tak zwanych „moich” zdjęciach ograniczam ilość retuszu do niezbędnego minimum. Lubię takie purytańskie podejście do fotografii. Gdy jednak ostatnio musiałem oczyścić zdjęcia makro wykonane obiektywem APO Lanthar 65 mm f/2, który jest najostrzejszym obiektywem, jakim można fotografować z korpusem Sony, to zacząłem mieć problemy. Mój leciwy, japoński, renomowany tablet jakoś już nie za dobrze działa, precyzja już nie ta. Zwłaszcza gdy z monitora Apple Cinema 30 przeszedłem na 32 4K. Zmiana musiała się dokonać. 

Teraz mała dygresja. Pamiętam jak na targach, kolega zawołał mnie abym przeszedł się i zobaczył stoisko z tabletami Huion. Owszem – taki pech, że u nas nazwa kojarzy się dosyć nieciekawie – trochę było z tego śmiechu, ale ja zajęty, zdążyłem zanotować sobie tylko w głowie, aby w wolnej chwili sprawdzić taki tablet. Niestety w żadnym sklepie go nie spotkałem, więc zacząłem poszukiwania w sieci. I tu przeżyłem szok. Nie! Szok! Produkty okazały się bardzo tanie. Wydatek na tablet, który planowałem to koszt podchodzący pod 2000 zł. Tymczasem to, co zobaczyłem na stronie huion.com.pl, zupełnie mnie zaskoczyło. Urządzenia wyglądające bardzo podobnie do znanego mi tabletu renomowanej firmy 😉 – no bo cóż można wymyślić w konstrukcji  tabletu graficznego? Przynajmniej na ekranie dorównywały tym droższym, możliwościami i ceną. Postanowiłem zaryzykować. Praca bezprzewodowa, duża rozdzielczość, ilość stopni nacisku (8192) i szybkość odświeżania (266 FPS) – to wszystko wyglądało fenomenalnie. Cena w granicach 500 zł zaskakiwała. Tyle wprowadzenia…

Dzisiaj odebrałem paczuszkę z firmy Huion i po rozpakowaniu moim oczom ukazało się bardzo estetyczne pudełko, Wyłożone w środku gąbką (od strony wielka) zawierające wszystkie niezbędne elementy i oczywiście sam tablet. Wykonanie tabletu zaskoczyło mnie bardzo. To bardzo wysoka jakość. Myślę, że gdyby do ręki dać komuś produkt renomowanego producenta z Japonii i ten model Huiona pozbawione nazwy werdykty co do jakości wykonania byłyby bardzo podobne. Tablet nie trzeszczy, przyciski działają, tak jak powinny. Piórko z gumowaną okładziną jest lekkie i trzyma się świetnie, a podstawka pod piórko to świetny gadżet – nie przesuwa się, ponieważ ma gumowaną podstawkę, a w środku znajdziemy zapasowe końcówki oraz narzędzie do ich wymiany. W pudełku jest jeszcze dokumentacja, która mnie rozbawiła, ponieważ znajduje się tam kartonik w kształcie płyty CD. Całość ma też taki format, jakby mieściło płytę.  Ponieważ mam komputer Apple, który nie posiada napędu optycznego – trochę się uśmiechnąłem. Tymczasem to tylko taka zabawna próba zaproszenia nas na stronę producenta do pobrania sterowników. Instrukcja obsługi i startu urządzenia – rewelacja bo tak naprawdę nic nie jest wam potrzebne. Warto ją jednak przeczytać, ponieważ zauważycie tam kilka ważnych kwestii. Nie działajcie intuicyjnie.

Nim wepniecie tablet w system, ściągnijcie najnowszy sterownik, jaki tam znajdziecie. Zainstalujcie go. W przypadku Mac OS X Mojave była to wersja Driver_14.4.0.190708(beta) z 10.07.2019 roku teraz mamy dostępną wersję Driver_14.4.5.200611 2020-06-12. W ustawieniach systemowych przełączcie się na Ustawienia – Ochrona i prywatność – Prywatność – Dostępność – i tam zaznaczcie HuionTablet oraz TabletDriverAgent. Teraz chwytacie w rączki tablet i jeżeli macie po lewej stronie przyciski to na górnej części bocznych ścianek znajdujecie dwa przełączniki. Obydwa zsuwacie w dół. Do siebie. Teraz decyzja – bezprzewodowo czy przewodowo. Jeśli bezprzewodowo – wpinacie w port USB dołączony mikronadajnik. Jeśli przewodowo podłączacie tablet kablem. Nie używajcie dwóch sposobów równocześnie. Tablet informuje Was o poprawnej pracy, świecąc delikatną diodą. Zbliżacie piórko, a dioda zapala się mocniej. To znaczy, że wszystko gra. 

Byłem zaskoczony tablet po podpięciu do ekosystemu (w powyższy sposób), od razu został znaleziony i od razu działał. No może nie do końca tak jak bym tego sobie życzył – ponieważ nie wszystkie skróty i ustawienia zestawu dopasowane były do moich preferencji. Działał bardzo sprawnie. Na początku zainstalowało się także automatycznie oprogramowanie Ink do manualnego pisania, do robienia notatek odręcznych i rozpoznawania pisma. Świetny gadżet, ale mnie niepotrzebny. Ja zastanawiałem się, jak tablet sprawdzi się jako narzędzie w pracy fotografa?

Rewelacja, rewelacja, rewelacja. Pracuję z rozdzielczością ekranu 4K, mam duży monitor 32-calowy o takiej rozdzielczości, pliki z aparatu też są duże, to wszystko powoduje, że tablet graficzny powinien być bardzo precyzyjny. Jak bardzo precyzyjny zdałem sobie sprawę dopiero dzisiaj po podłączeniu Huiona Q11K V2. W programach takich jak Photoshop czy Capture One – tablet działa natywnie, bardzo skutecznie. Oczywiście można otworzyć sobie opcję i powprowadzać różne skróty dla klawiszy, skróty klawiaturowe itd. Jednak to, co jest cechą nadrzędną, czyli precyzja i sposób funkcjonowania to rewelacja. Możecie wierzyć lub nie, ale zdjęcia makro wykonywane obiektywem Voigtlander APO Lanthar potrafią naprawdę być przykre. Obiektyw jest tak ostry, że nawet mikroskopijne pyłki, których nie zobaczycie, oglądając z bliska fotografowany przedmiot – wyczyszczony przecież pędzelkiem i sprężonym powietrzem – potrafią zdziwić nas swoją obecnością.  Detal makro w obrazach z tego obiektywu nigdy czysty nie jest. APO Lanthar pokazuje takie detale i szczegóły i takie pyłki, których się w ogóle nie spodziewaliśmy. Dlatego usuwanie pyłków jest koniecznością przy obiektywie tak ostrym. Praca z tym tabletem to czysta rozkosz. Przyspieszamy o 200, 300% czas obróbki. O precyzji nie będę wspominał. 

Stary tablet działał, ale miał ograniczone możliwości. Myszka to w ogóle porażka, chociaż tylu z Was jej używa. Wiem o tym to bardzo popularne. Wprowadzając fajną drogą myszkę do systemu, wydaje nam się, że do wszystkiego wystarcza. No niestety, Myszka jest bardzo nieprecyzyjna, ale nie chce Wam się o tym dowiadywać, ponieważ wydatek 1500 lub 2000 zł na tablet wydaje się przesadą. Myszką jakoś dajemy radę. Jednak teraz ewidentnie mamy do czynienia z nowym rozdaniem. Tak dobry przyrząd, jakim jest tablet, a zwłaszcza tablet za tak niską cenę to nieprawdopodobne usprawnienie pracy w waszej cyfrowej ciemni. 

Nie lekceważcie tego elementu. Koniecznie wprowadźcie go w swój przepływ pracy. Nakładanie masek na warstwach w programie Photoshop lub w programie Capture One nagle staje się przyjemne. Punktowe czyszczenie także. Teraz mogę dodać, że nawet czyszczenie średnioformatowych plików gdzie szczegółowość przygniata, okazało się dziecinnie łatwe i co ważniejsze szybkie.

Przepraszam za taki natłok pełnych energii ciepłych słów. Po prostu bardzo się cieszę, że usprawniłem warsztat i to nie wydając na owo usprawnienie dużej kwoty. Czy tablet ma jakieś wady. Na razie nie zauważyłem. Powierzchnia do rysowania świetnie współgra z końcówką pióra, szybko i bez opóźnień reaguje na nasze ruchy, jest mega precyzyjna. Tablet a miałem okazji przeczytać opinie, w której ktoś pisał o tym, że ślizga się po powierzchni biurka, u mnie nie ślizga się w ogóle. Ale to pewnie jest przyczyną tego, że mam obecnie biurko z naturalnego drewna, nielakierowanego. Wcześniej miałem biurko białe na wysoki połysk i tam zapewne tablet mógłby wpadać w poślizg. 

Teraz kilka słów podsumowania. Tablet wygląda świetnie między innymi dlatego, że zastosowano w nim malutką punktową niemalże jednomilimetrową diodę led, która przypomina mi te z komputerów Mac. Dioda nic się nie narzuca, nie przeszkadza w pracy i dodatkowo informuje nas o stanie naładowania. Możecie pracować z tabletem przewodowo lub bezprzewodowo i cały proces pracy wygląda dokładnie tak samo bez różnicy w opóźnieniu. 

Nazwa tabletu akurat tego modelu umieszczona jest z boku, lecz nie jest wypełniona farbą i jest to tylko napis, który bardzo ciężko na czarnej powierzchni zobaczyć. Ta nazwa ciągle jest śmieszna. Wiem o tym. Jednak jeżeli chwilę popracuje się z tym tabletem, odwdzięcza się Wam wspaniałą współpracą i w pełni profesjonalną funkcjonalnością. Szacunek, jakim obdarzy cię ten produkt, od razu każe Wam zapomnieć o nazwie. Domownicy bardzo szybko widząc moje rozjaśnione oblicze, szczęśliwe z powodu gwałtownego przyspieszenia pracy, także bardzo szybko zaakceptowali nazwę. To po prostu bardzo dobre narzędzie. Tu pozwolę sobie na małą dygresję. 

To nie to, że jestem zakłopotany, ponieważ po raz kolejny uznawane przez lata prawdy zostały mocno nadwyrężone. Do tego, że firma z Chin potrafi zrobić coś dobrego, zdążyłem się już przyzwyczaić. Sprzęt audio w ich wykonaniu kilkakrotnie już mnie zadziwił. Niektóre obiektywy Samyanga czy Mitakona, też dogłębnie mną wstrząsnęły. Mimo to jeżeli mam w swojej praktyce zawodowej do czynienia z narzędziem z Kraju Środka, podchodzę do niego nieufnie. Tym razem chyba ostatecznie się z takiego podejścia wyleczyłem.

Ważna jest jakość urządzenia, a nie przynależność do renomowanej marki. Tak należy podejść do modelu Inspiroy Q11K V2. To nowy element Waszego cyfrowego warsztatu, który po prostu polubicie. Nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej. Oczywiście w ofercie firmy jest bardzo dużo różnych modeli – mnie ten spodobał się najbardziej ze względu na wielkość i możliwość pracy bezprzewodowej. Oczywiście musicie poświęcić dwa, trzy dni na nauczenie się płynnej pracy (tak jest z każdym tabletem), jednak to, co zyskacie – czyli czas i precyzja w postprodukcji – okażą się bezcenne.  Spokojnie możecie wybrać model, który Was zainteresuje. Wydaje mi się, że firma trzyma poziom i jej wyroby są godne zaufania. Właśnie poleciłem ten tablet znajomemu fotografowi. Ja wybrałem ten i na nowo poczułem moc w połączeniu z ekranem 5K.