Tym obiektywem zainteresują się z pewnością fanatycy marki Leica, którzy co prawda nie założą go na swoje korpusy, ponieważ na razie jest to obiektyw z mocowaniem E, ale oni wiedzą, ile warte jest szkło APO Summicron 50 mm f/2. To jeden z najlepszych obiektywów na świecie. Obiektyw, w którym zastosowano w praktyce dziesięciolecia doświadczeń w budowie ultraprecyzyjnych instrumentów optycznych. Obiektyw, który swą rozdzielczością i brakiem wad optycznych pokazuje, co można osiągnąć w optyce.

Z całą pewnością wielu z Was nie zwróci uwagi na ten obiektyw. Nawet jeśli informacje o nim dotrą do Was to i tak zostaną odrzucone. Stanie się tak zapewne dlatego, że obecnie obiektyw pełnoklatkowy 50 mm o świetle f/2 to nic nadzwyczajnego. Źle piszę. To dramat. Obiektywy 50 mm o świetle f/1,8 potrafią kosztować nawet 400 zł i uchodzą za tanie wersje tych jaśniejszych i nieco droższych o świetle f/1,4 czy f/1,2. Tymczasem APO Lanthar ma 50 mm i światło f/2 a kosztuje znacznie więcej. Ba! Nie ma systemu AF. To całkowicie manualne szkło. O co tu chodzi? Jak to zrozumieć? Kto w ogóle ogarnie sens istnienia tego obiektywu? Otóż bardzo wielu posiadaczy obiektywów Voigtlandera, którzy zapoznali się już z jakością obrazu – daleko lepszą od tego, co oferują konstrukcje największych gigantów.

Kto najbardziej doceni to szkło? Ja już wiem o tym z całą pewnością. Wiem, ponieważ to właśnie ci ludzie już do mnie pisali. To właściciele obiektywów Makro – APO Lanthar 65 mm f/2 i 110 mm f/2,5. Dlaczego oni? Dlatego, że posiadając te szkła, poznali najostrzejsze obiektywy jakie można na korpus bezlusterkowy Sony założyć. Obiektywy skorygowane nie tylko pod makro, ale i zachowujące swe osiągi na każdym dystansie. Ogniskowa 50 mm w połączeniu z użyciem zaawansowanej budowy optycznej i szkła z dodatkiem lantanu obiecuje nieprawdopodobne osiągi. Obiektyw APO chromatyczny tego typu całkowicie eliminuje aberrację chromatyczną. Serwuje brak dystorsji i nieprawdopodobnie wysoki kontrast i mikrokontrast. To wiadomo tylko w oparciu o wcześniejsze dokonania inżynierów Cosiny i ich produktów takich jak właśnie APO Lanthar 65 mm f/2.

Pamiętam jakie wrażenia miałem, gdy pierwszy raz zobaczyłem zdjęcia z gigantycznego jak na bezlusterkowe standardy marek takich jak Voigtlander czy Leica – szkła APO Lanthar 65 mm f/2. To był szok. Nie wierzyłem, że coś tak ostrego i pozbawionego w zupełności fioletowych zafarbów może istnieć.

Tymczasem biorąc do ręki APO Lanthara 50 mm f/2 jestem zdumiony. Jest bardzo niewielki. Zgrabny. Ma wizualnie kształt równomiernego cylindra. Nie ma większych przewężeń czy bardziej uwypuklonych pierścieni. To kolejny obiektyw z serii ostatnich produktów Cosina, które zdają się coraz lepiej i precyzyjnie wykonane. To klasa absolutnie mistrzowska. Idealny opór pierścieni. Współpraca z korpusem polegająca na automatycznym powiększeniu obrazu w wizjerze po dotknięciu pierścienia ostrości i stabilizacją obrazu. To wszystko płynnie połączone z mechaniczną, ultraprecyzyjną oprawą mechaniczną. Metalowy korpus ma wymiary: 61,3 mm długości przy średnicy 62,6 mm.  Mocowanie filtra – gwint 49 mm. Waga 364 g. Najmniejsza odległość fotografowania 45 cm.

Teraz najważniejsze. Prozaicznie. Budowa optyczna 10 soczewek w 8 grupach. 12 lamelek przysłony. To suche dane. Tak naprawdę to pięć soczewek o anormalnej dyspersji i dwie soczewki obustronnie asferyczne. Na 10 soczewek tylko 3 to pozornie zwykłe soczewki tworzące całość układu optycznego. To daleko inny układ optyczny niż to, co znamy z innych pięćdziesiątek. Przy wielkości zbliżonej do równie małego szkła, jakim jest Sonnar 55 mm f/1,8 mamy tu więcej szkła, więcej lamelek przysłony i dużo szkła specjalnego. Tak zaawansowana budowa zapowiada nieprawdopodobne osiągi!

Budowa mechaniczna godna jest uwagi. Ten skomplikowany układ optyczny zamknięto – jak to już napisałem – w totalnie precyzyjnej, metalowej osnowie. Obiektyw ma trzy pierścienie. Pierwszy z nich – jeśli popatrzymy od przodu – to pierścień przestawiający sposób pracy mechanizmu przysłony. Ustawia on pierścień przysłony w pracę skokową co 1/3 działki z wyraźnym kliknięciem – do fotografii. Można też ustawić pierścień w pracę płynną do filmowania. Wówczas zaczyna on działać idealnie płynnie, a kreowany przez lamelki otwór przysłony złożony, z aż dwunastu listków działa w sposób nieco „opóźniony” znany z konstrukcji filmowych. Potem mamy pierścień przysłony pracujący w zakresie f/2 do f/16. Następnie – większą część cylindra obiektywu zajmuje duży pierścień ustawiania ostrości. Działa on gładko z aksamitnym oporem. Idealnie tak jak jest to wymagane w precyzyjnym ostrzeniu. Nie ma większego luzu. Nie ma sytuacji znanej z obiektywów z systemem AF, gdzie manualne ostrzenie kończy się często muśnięciem pierścienia lub samym oderwaniem opuszków palców od pierścienia co wywołuje przesunięcie ostrości o ułamek milimetra, ale przenoszone jest na duży ruch soczewek.

Obiektyw dostajemy z metalową osłoną przeciwsłoneczną i dwoma dekielkami przednimi (i oczywiście jednym, tylnym). Jeden służy do zamykania obiektywu bez założonej osłony, a drugi zakładamy na zwieńczenie osłony przeciwsłonecznej, gdy ta jest założona.

Ciekawe jest to, że czytając zapowiedzi firmy o myśli towarzyszącej powstaniu tego arcydzieła, czytamy o podwyższeniu osiągów obiektywu Nokton 50 mm f/1,2. O znacznym podwyższeniu. O chęci stworzenia jednego z najlepszych obiektywów 50 mm na świecie. Mnie to nie dziwi – jeszcze nie czytając tych zapowiedzi, wiedziałem, że konstrukcja ta zmierza ewidentnie w kierunku, jaki wyznaczył APO Summicron 50 mm f/2. W kierunku, który powinien zaowocować powstaniem apochromatu 35 mm. Pewnie już prace trwają.

Reasumując – to skończona doskonałość optyczna, oprawiona w mechanicznie doskonały tubus. Doskonałość wynikająca także z faktu, że sięgnięto po taki otwór przysłony, który nie wymusza korygowania wad powstających pod wpływem osiągania ekstremalnych otworów względnych. Tu jest ciemniej, ale tu przysłona f/2 jest przysłoną roboczą! Może jakiś skok w jakości jeszcze zobaczy się po przymknięciu o działkę czy dwie, ale wyglądać to będzie podobnie jak w APO Lanthar 65 mm f/2. Jakość poprawia się przekraczając to, co może pokazać matryca, ale to co jest na pełnym otworze jest tak dobre, że nie trzeba nic przymykać. 99 % zdjęć, które robiłem APO Lantharem 65 mm robiłem na przysłonie f/2. Tu jest identycznie. Szerszy kąt widzenia i APO korekcja w tak małym korpusie to skarb. Dostępny za kwotę oscylującą w granicy 1000 Euro?! Rewelacja.

Rewelacja tylko dla kogo? Pytacie mnie często, jak uplasowałbym dany obiektyw w stosunku do innych – np. już przez Was posiadanych. Tu odpowiedź jest prosta. Nie zastąpi on Noktona 50 mm f/1,2, który dając optymalne rezultaty, po przymknięciu staje się referencyjną pięćdziesiątką, ale na otwartej przysłonie oferuje aksamit rozmyć niespotykanych w konstrukcjach o tej ogniskowej, co wynika z 12 listków przysłony i światła f/1,2. APO Lanthar jest APOCHROMATEM. Obiektywem, w którym nie powstają nieostrości – źle – wady optyczne zmniejszające ostrość lub wrażenie ostrości. Tło nigdy nie będzie tak miękkie na otwartej przysłonie, jak w Noktonie f/1,2 – fizyka. Natomiast żyletowata ostrość APO Lantharów sprawia, że cokolwiek nimi nie fotografujemy, jest perfekcyjne. Moje zdjęcia testowe byle czego – kamyczków, roślinek, listków pokazują zero aberracyjno-chromatyczną rzeczywistość fotografii profesjonalnej. To jest to, co chcemy dać klientowi korporacyjnemu, czy bankowi zdjęć. Idealna wizja tego, co chcemy fotografować. To od Was zależy co uwiecznicie tym szkłem, ale jedno jest pewne – cokolwiek to będzie, będzie ostre bez wyostrzania. Poczytajcie testy Lanthara 65 czy 110 mm – tam zachwycam się tym, że ustawienia ostrości musiałem wyłączyć i nic nie podciągać. W tym teście pokazuję tylko „jotpegi” z korpusu. Bez obróbki i zrzuty ekranowe powiększeń.

To co daje APO Lanthar to perfekcyjne narzędzie. Z innymi Lantharami tworzy zestaw marzeń. Poczekajmy, bo z małym rozmiarem tego szkła z pewnością zobaczymy wersję dla Leica M, którą podepniecie do każdego korpusu. Na razie cieszyć się mogą tym obiektywem tylko posiadacze mocowań E w korpusach Sony. No i właśnie. Sony ma w swej ofercie, mnóstwo urządzeń rejestrujących obraz ruchomy, w tym kamer pro z tym mocowaniem. Do filmowania obiektyw ten jest marzeniem. Mały, lekki, zgrabny z płynnie działającą przysłoną i brakiem efektu gubienia jakości i ostrości. Wystarczy on za każde szkło 50 mm.

Tu jeszcze jedna dygresja. APO Lanthar to stan obrazowania, a nie tylko nazwa sugerująca apochromatyczność. Apochromaty skupiają wszystkie fale widma w jednej płaszczyźnie a przecież każdy wie, że kolory to inne długości fali (upraszczając). Większość użytkowników skupia się na tym, że brak aberracji chromatycznej i – tak jak w APO Lantharach trudno lub w ogóle nie da się wygenerować zafarbowań i fioletowych krawędzi. To nie wszystko. Dałem ten obiektyw do przetestowania koledze, który jest maniakiem jakości wyciąganej z A7 i…. Był w szoku ale nie wiedział o co chodzi ze zdjęciami z tego obiektywu. Pomogłem mu bo ja już to przerobiłem. “Zwykły” obiektyw daje pewne nieostrości ponieważ w obrazie finalnym nachodzą na siebie różne długości fali co daje pewne zmiękczenie. Na ogół to akceptujemy i wręcz tego nie zauważamy, ponieważ nie fotografujemy tego samego obiektywem “zwykłym” i APO-chromatem. Jeżeli jednak możemy doprowadzić do takiej konfrontacji…. Przeżywamy szok.

Kończąc dodam tylko jedno zdanie. Jeśli jakimś cudem nie mogłeś sprawdzić jak działają APO Lanthary Cosiny (ups!) Voigtlandera to powinieneś to zrobić niezwłocznie. Mieć Sony i nie pracować tymi obiektywami – jeśli działasz profesjonalnie dla banków zdjęć, produktów, krajobrazów, zdjęć z podróży itd. to nieporozumienie. Wersja APO każdej ogniskowej pokazuje jak daleko można sięgnąć jakością optyczną w świat obrazu bez wad. Oczywiście ślubny reportaż to nie miejsce na takie szkło ale film ślubny już tak. Dajcie mi dobre espresso a będę tak godzinami pisał o jakości bo APO Lanthar to synonim tego co najlepsze w optyce. Czekam na wersję z mocowaniem M, jak tylko się pokaże to sprzedam ten egzemplarz, a póki co używam obok 65 mm i 110 mm tego właśnie szkiełka. Czy ona nadejdzie? Myślę, że tak. Już widzę na podstawie tej konstrukcji płynne łączenie dwóch światów. Inżynierowie się zapomnieli i umieścili na tubusie, znaną ze szkieł z mocowaniem M, wypukłą czerwoną kropkę, która ułatwia spasowanie bagnetu przy zakładaniu obiektywu bez potrzeby potwierdzenia wzrokowego. To piękny gest. Inżynierowie Cosiny czekam na konstrukcję APO Lanthar 35 mm f/2 aby już nigdy nie szukać obiektywów do FF.