Na liście zapytań o naszą recenzję aparatu – to właśnie nowy model flagowy Sony – A1 II pojawiał się najczęściej. Dzięki uprzejmości Salonu Fotoforma mogliśmy wreszcie przetestować nowy model. Przygotowując się do testu spostrzegliśmy, że “na papierze” zmian nie jest zbyt dużo. Nie dziwiło nas to, bo Sony A1 był topowym aparatem wśród pełnoklatkowych bezlusterkowców. Jednak pochlebne, pełne pozytywnych opinii testy w prasie światowej zapowiadały przełom. Jaki jest Sony A1 II?
Premiery aparatu Sony A1 i Sony A1 II dzieli zaledwie okres 3 lat. To niewiele jak na kamerę segmentu pro. Jednak w ciągu tych trzech lat wiele się działo. Sony posiadające wysoko rozdzielczy model A7RV zbudowało A9 III, które bez najmniejszych problemów zdobyło miano najszybszego aparatu fotograficznego w ofercie Sony. Wzięcie pod lupę flagowego modelu było zadaniem odpowiedzialnym zwłaszcza w aspekcie, w którym ów flagowiec już posiadał ponadprzeciętne możliwości w stosunku do całej oferty rynkowej. Nie było co zmieniać pod względem technicznej budowy, a skupiono się na zadaniu nie byle jakim. Połączeniu szybkości i inteligencji modelu A9 z wysoką rozdzielczością dwukrotnie gęstszej matrycy. Powstała kamera Sony A1 II to światowy hit. Nie idzie na żadne kompromisy. Nie musimy poświęcać szybkości na rzecz rozdzielczości. To zupełnie inne podejście do tego, które oferuje konkurencja.
Dobrze – teraz pora na zastanowienie się, czym różnią się dwa modele Alfy 1 od siebie. Wbrew pozorom zmian nie jest wcale tak dużo. Po wnikliwej analizie okazało się, że większość zasadniczych podzespołów się nie zmieniła, włączając w to matrycę i główny procesor Dual Bioz XR, Te same efektywne 50 megapikseli, ta sama rozdzielczość 8540×5760 pikseli. Taka sama ilość predefiniowanych ustawień, stopni korekcji parametrów i te same czułości od 50 do102400 ISO.
Te same 759 punktów AF, te same tryby i pola pracy AF. Taka sama prędkość synchronizacji z lampą (1/400s). I można by tak długo – więc skupmy się na różnicach.
Nowy korpus Sony A1 II jest o 7 mm szerszy i 2 mm głębszy oraz o 6 g cięższy. Ekran w nowszym modelu jest większy. 3” zahttps://fotoforma.pl/aparat-cyfrowy-sony-a1-ii-body-ilce1m2bmieniono na 3,2”. Zwiększyła się też rozdzielczość ekranu z 1 440 000 na 2 095 104 pikseli. Zmieniono stopień pochyłu i obrotu ekranu, który teraz wydaje się idealny. Poprawiła się za to znacznie stabilizacja obrazu z 5,5 EV na 8,5 EV. Zmienił się także powiększony nieco grup i przemodelowanie położenia i wielkości przycisków. Zmiany w tym zakresie są kosmetyczne.
To właśnie owa poprawa w zakresie wydajności stabilizacji sprawia, że przyglądamy się temu aparatowi bardzo dokładnie. Jeżeli nic nie zmieniono (lub bardzo niewiele), to skąd zmiany w odczuciach z pracy tym aparatem?
No właśnie! Nowa „jedynka” jest lepszym aparatem. To czujemy już od pierwszych chwil, mimo że „stara jedynka” była genialna. Do dobrego jednak bardzo szybko się przyzwyczajamy. Wykonanie kilku pierwszych testowych ujęć prowadzi nas do wstępnego wniosku, ze w tym aparacie producent postanowił wyśrubować wszelkie możliwe osiągi, ale ponieważ bazował na w większości tych samych elementach, do zmian pozostało bardzo niewiele. Trochę przypomina to team F1, który po udanym, wygranym sezonie na idealnie dopracowanym bolidzie, przygotowuje się do kolejnego sezonu i stara się przede wszystkim nic nie zepsuć. Udoskonala jedynie niuanse w nadziei, że bolid będzie znowu wygrywał.
Sony A1 II jest z jednej strony identyczny, a z drugiej strony jakby „podkręcony” w zakresie jeszcze sprawniejszego, jeszcze doskonalszego fotografowania. Aparat zawsze działał szybko i sprawnie, ale teraz otrzymał jakby „supermoce” w tych wszystkich zakresach, które mają wpływ na ostateczny rezultat, jakim jest fotografia.
Wszelkie systemy rozpoznawania obiektów i analizowania zawartości kadrów zostały podciągnięte do maksimum. W rezultacie nie tylko systemu AF nie da się oszukać, a jego możliwości śledzenia i inteligentnego śledzenia obiektów są zaskakujące. To już nie etapy, w których zamknięcie oczu lub jednolity makijaż potrafiły oszukać systemy rozpoznawania twarzy. Teraz nawet odwrócenia się modela lub schowania za przeszkodą i tak nie oszukają systemu, który rozpoznawać będzie zarysy całej sylwetki, a nawet sylwetek. Jeżeli tak inteligentny system, który rozpoznaje samoloty, pojazdy, zwierzęta, a nawet poszczególne gromady zwierząt (ptak, pies, owad) zespolimy z wydajnym systemem stabilizacji, brakiem zaciemnienia w wizjerze podczas fotografowania i do tego dołożymy perfekcyjną automatykę balansu bieli i pomiaru światła otrzymamy aparat idealny.
Ten ideał produkuje bardzo neutralne obrazy. Jeśli chodzi o korekcję i naświetlenie to bardzo trudno uzyskać zdjęcia nieudane – pod warunkiem przełączenia się w tryby automatyczne. Aparat w trybach automatycznych uzyskuje efekty, do jakich dąży świadomy fotograf ze sporą wiedzą. Nie ma tu tanich efektów takich jak podkolorowane barwy, nasycenia itp. Obraz jest neutralny – taki jak go widzimy i jest to świetny punkt wyjścia do skorygowania tego, co proponuje kamera. Dzieje się tu jednak coś dziwnego. Coś co znamy z topowych systemów średnioformatowych. Często nasza ingerencja wcale nie wychodzi kadrom na dobre.
Podsumowując: Sony A1 II, to rewelacyjne narzędzie świadomego, zaawansowanego fotografa, który dąży do perfekcji i profesjonalnych rezultatów. Narzędzie pozwalające zająć się każdym rodzajem fotografii od reklamowej komercji poprzez portret, aż po fotografię przyrody czy sport. Nie zabraknie nam w nim nigdy prędkości czy żadnej funkcjonalności. I na koniec ważna uwaga. Wielu uważa Sony A1 i Sony A1 II za najlepszy aparat pełnoklatkowy na świecie i …chyba się nie mylą, ponieważ duża rozdzielczość i inteligentne systemy analizy wsparte są bardzo dużą szybkością i skutecznością działania, ale wszystko zapakowane jest w standardowy korpus nieodbiegający wielkością od pozostałych serii A7 czy A9. Jeśli flagowce Nikona czy Canona weźmiemy pod uwagę to Sony A1 i A1 II wydaje się wręcz miniaturowe i niepoważne. Tylko efekty, tak bardzo profesjonalne szokują!

