„Hi-end, od ang. high-end – pojęcie to oznacza ogólnie towary luksusowe, wyróżniające się (wyglądem, parametrami, sposobem wykonania, zastosowanymi materiałami) spośród innych produktów oferowanych do sprzedaży rynkowej.(…)”(Cytat – Wikipedia).

No właśnie! Leica SL2 jest już dobrze zadomowiona na rynku i trafia na ogół do świadomych twórców. Chyba tylko i wyłącznie. Dzieje się tak dlatego, że nieprzeciętnej ergonomii kamera oferuje wysokiej jakości pliki, obsługę ułatwioną do granic i nastawioną na finalny efekt, bardzo dobrej jakości wizjer i całkowicie metalową obudowę. O takich „detalach” jak system stabilizacji obrazu czy szybkie przestawianie się z fotografii na tryb filmowy, który także oferuje wyśrubowane ustawienia, nie trzeba wspominać. To po prostu wysokiej jakości bezlusterkowiec, wyposażony w szybki tryb seryjny i bardzo sprawny system AF, który pozwala mu rywalizować z najlepszymi konstrukcjami na rynku. Wyda się to niektórym z Was śmieszne, ale to właśnie owa nastawiona na efekt ergonomia pozwalająca skupić się na fotografii i dopracowane do najdrobniejszego szczegółu body zachęcają jej nabywców do wydania większej niż na produkty konkurencji sumy pieniędzy. Jeśli się kiedyś fotografowało aparatem Leica, to tu odnajduje się ten sam duch, skoncentrowany na dążeniu do skutecznego rejestrowania, nienagannych technicznie obrazów.

My jednak nie o tym. Leica SL2 bez wątpienia wpisuje się w podaną na wstępie definicję. Jest luksusowa, wykonana w nieprzeciętnej technologii i z nietuzinkowych materiałów, wyróżnia się zdecydowanie od pozostałej oferty rynkowej. Test przypadł mi w udziale i nie mogłem uwierzyć w to, co się stało. Redakcja pozyskała do tego testu dwa nietuzinkowe obiektywy i prosiło się wręcz o przyjrzenie się i ocenę tego zestawu, który można nazwać fotograficznym hi-end’em w zakresie pełnej klatki.

Gdy spojrzałem na napisy okalające przednie soczewki wiedziałem, że rafił mi się, zestaw życia. Po prostu mając tak pięknie wykonane, pancerne obiektywy i tak starannie wykonane, pancerne body, można już w ogóle nie myśleć o innych elementach systemu. Korpus. Lekkie tele. Lekki szeroki kąt. Czyż można chcieć więcej?

Zrozumiałem, pakując sprzęt do niewielkiej torby, dlaczego na świecie, a zwłaszcza w USA modne jest gromadzenie minimalistycznego zestawu sprzętu, po to, aby skupić się na fotografowaniu. Minimalistyczny nie znaczy tani czy byle jaki. Sprzęt musi być najwyższej jakości i dawać najlepsze możliwe zdjęcia. Ma go być mało i fotograf musi go znać „na wylot”. Często ta ideologia prowadzi do takiego stanu posiadania. Dwa obiektywy i dwa korpusy. Obiektywy zapięte na stałe. Zmiana korpusu najwcześniej co 5 lat, aby dogłębnie poznać i wczuć się w konstrukcję. Najczęściej maniacy takiego podejścia kupują z czasem następne korpusy, które nieużywane czekają w pudełkach na zamianę wysłużonych starszych braci. Obiektywów się nie zmienia. Ta filozofia jest ciekawa a cały ruch dość niszowy, ale może on istnieć tylko w oparciu o sprzęt z najwyższej półki. Warto dać za obiektyw więcej, jeżeli wiemy, że nie straci on swych walorów, bo się na przykład wyrobi tworzywo sztuczne w jednej z grup soczewek ogniskujących i całe centrowanie odpowiedzialne za wysoką jakość pójdzie się… zniknie. Sprzęt marki Leica bardzo często ląduje w rękach tak nastawionych purystów. Najczęściej są to modele M, ale coraz częściej sięga się właśnie po model SL2 tak znacząco różniący się od SL.

Ten zestaw powala. Dwa obiektywy APO, wykonane i zaprojektowane przez firmę Leica. Metalowe, solidne i bardzo podobne rozmiarami. Wraz z tym nie ukrywajmy, dużym korpusem, tworzą zestaw do fotografowania wszystkiego i to w każdych warunkach. To coś jak Mercedes-Benz G-klasy. Kanciasty i niezmieniany od dłuższego czasu, a jednak solidny, skuteczny i luksusowy. Da radę w studio podczas fotografowania produktów i na sesjach modowych. Pojedzie na kraniec świata z podróżnikiem i da radę w ekstremalnie ciężkim reportażu. Na metalowych korpusach obiektywów i na samym aparacie mało co zrobi wrażenie.

Skąd ten zachwyt? Wybaczcie, że uproszczę. APO chromatyczne konstrukcje to obiektywy, w których zarówno w aparacie, jak i w postprodukcji nie trzeba poprawiać w kategoriach ostrość i kontrast. Na ogół są zbyt ostre. Leica wyprodukowała kilka szkieł APO do tego systemu. Właściwie to prawie wszystkie stałki są APO chromatami o świetle f/2 (poza szkłem 50 f/1,4). Mamy szkła APO o ogniskowych 28, 35, 50, 75 i 90 mm! Dla mnie te dwa w zupełności wystarczają. Tylko jedno zimowe okienko ze słońcem pozwoliło mi opuścić redakcję z tym zestawem, a i to na chwilę, bo zaraz musiałem wracać. Wybaczcie więc małą ilość fotografii testowych, ale nie o to w tym chodzi. Zwróćcie uwagę na ostrości i kulturę rozmyć. Obiektywy te są skanerami rzeczywistości, oferując jakość, z nawiązką pokrywającą wszelkie zachcianki w pełnej klatce. Przenoszenie kontrastum brak aberracji i mikrokontrast nawet w pracy na znacznych dystansach mnie obezwładniły. Dowiedziałem się na przykład, jak bardzo skomplikowaną strukturę ma farba na asfalcie – to pewnie Was nie dziwi – ale także na znaku drogowym. Jeśli na plakacie sfotografowanym z kilku metrów idąc poszczególne punkty druku wielkoformatowego i to nie „rozjechane” w otoczkach fioletów to nie mam pytań. Zaoszczędzę Wam fatygi. Sprawdzam ceny. LEICA APO-SUMMICRON-SL 35 F/2 ASPH. – 19 300 pln. LEICA APO-SUMMICRON-SL 75 F/2 ASPH. – 21 700 pln. Aparat Leica SL2 – 28 250 pln. Razem 69 250 płn. Może i nie mało, ale takie Sony A1 czy Canon R5 z topowymi stałkami kosztować będzie tylko nieco mniej. Tymczasem tu poza jakością płacimy za niezniszczalną budowę i wysoką technologię. Jak wysoką? Zacytuję dwa fragmenty ze strony producenta, który nigdy nie wyolbrzymia swych dokonań i przyzwyczaił nas do tego, że w swych materiałach reklamowych pisze „jak jest”.

Na początek o systemie cichego i szybkiego ogniskowania, które jest takie, ponieważ: „Wymagania dotyczące elektroniki są szczególnie wysokie w przypadku systemu podwójnego ogniskowania. W tym przypadku dwie autonomiczne jednostki skupiające muszą być przemieszczane w doskonałej synchronizacji, a dane dotyczące pozycjonowania muszą być analizowane z bardzo wysoką częstotliwością pobierania próbek i dalej przekazywane do kamery.”

Na deser o systemie ustawiania manualnego ostrości poprzez pierścień będący jedynie przełącznikiem co denerwuje nas w szkłach Sony. A tymczasem tu: „Obiektywy SL-Summicron mają całkowicie nową konstrukcję ręcznego pierścienia ostrości. W tej koncepcji magnes z naprzemienną magnetyzacją północ-południe jest osadzony w środku pierścieniu ręcznego ustawiania ostrości. Pole magnetyczne zmienia swoją biegunowość po obróceniu tego pierścienia. Czujnik monitoruje stan pola magnetycznego i wysyła dane do głównego procesora. Następnie napęd ustawia obiektyw do odpowiedniej pozycji ogniskowania na podstawie kąta obrotu oraz prędkości obrotowej.” A no i jeszcze to: „Dzięki niemal identycznej konstrukcji obiektywów Summicron-SL kąt obrotu pierścienia MF jest taki sam w przypadku obu obiektywów, a środek ciężkości pozostaje w dużej mierze taki sam. Oznacza to, że aparat zawsze leży idealnie w dłoni oraz znacznie ułatwia pracę ze statywem.” Nie mam więcej pytań, ale podam dane szkieł. Tak dla porządku. Przez krótką chwilę miałem przy sobie zestaw, który pozwoliłby zarejestrować wszystko z najmniejszymi detalami, szybko i sprawnie. Stabilizacja, cichy i szybki AF. No i ten gumowany joystick… Ergonomia…

LEICA APO-SUMMICRON-SL 35 F/2 ASPH.

13 soczewek w 11 grupach w tym trzy asferyczne. Długość 102 mm. Średnica 73 mm. Waga 750 g. Filtr 67 mm.

 

LEICA APO-SUMMICRON-SL 75 F/2 ASPH.

11 soczewek w 9 grupach w tym jedna asferyczna. Długość 102 mm. Średnica 73 mm. Waga 720 g. Filtr 67 mm.