Panasonic Lumix S1 II w fotografii

Zacząć należy od tego, że Panasonic nie zasypuje nas nowościami w tempie, które wymusza nerwowe przeszukiwanie portali z informacjami i ciągłe sprawdzanie zasobności portfela. Nie przypadkowy mariaż z firmą Leica sprawia, że rozwój nie tylko poszczególnych modeli, ale i całej firmy jest bardziej zrównoważony. Podczas gdy konkurencja w międzyczasie zaserwowała drugą i obecnie trzecią generację swoich modeli, Panasonic spokojnie wprowadził wersję drugą. To jest zrozumiałe, ponieważ modele Lumix, to nie kupowane masowo aparaty dla każdego. Odbiorca aparatów Panasonic Lumix to na ogół (tak nam się wydaje) bardzo zaawansowana, ale nade wszystko pragmatyczna osoba, nastawiona na finalny efekt…

No właśnie – będziemy w naszym teście niezbyt popularni, ponieważ zdecydowaliśmy się zacząć ten materiał od najważniejszej cechy, jaką jest jakość obrazu. Nie liczona w rozdzielczościach, liniach na milimetr, ponieważ te parametry trzeba obserwować raczej w powiązaniu z konkretnym obiektywem. W sumie nie ma tu mowy o szokującej rozdzielczości, ponieważ model S1II ma 24 megapikselową matrycę. Cóż tu może być rewelacyjnego? Zapyta nie jeden z Was.

No i właśnie tu zaskoczenie. Pierwsze ulotne wrażenie. Najpierw jednego, potem drugiego, następnie trzeciego redakcyjnego testera. Ogólne wrażenie dopracowanego obrazu, który nie generując gigantycznych plików, potrafi oczarować… Brzmi to, jak bajeczka dla grzecznych dzieci? Może troszkę, ale w dzisiejszym zalewie nowości, plików RAW, dużych matryc – sam fakt zastanowienia się nad obrazem, a właściwie jego jakością, jest czymś zastanawiającym. Mieliśmy wszyscy wrażenie, że coś tu nie gra… S1II nas zaskoczył.

Tu mała dygresja. Jesteśmy na świeżo po testowaniu modeli konkurencji, które jako nowe wcielenia otrzymały sporo nowych funkcjonalności i (lub) i czasami większe rozdzielczości. Jednak obraz pozostał taki, do jakiego dana firma nas przyzwyczaiła.

Testując na ustawieniach standardowych, otrzymujemy look, do jakiego przyzwyczaił nas producent. Podczas gdy Nikon i Canon bardzo są w tym konsekwentne, Sony od lat promuje swój styl obrazowania i kolorystyki, który i tak wydaje się neutralny. Panasonic S1 II oferuje wysmakowaną neutralność, którą gdzieś już mieliśmy okazję widzieć… Tylko gdzie?

Cóż to jest wysmakowana neutralność? Ostrość, nasycenie, balans bieli, poziom czerni i kontrastu oddający to, co widzą nasze oczy w sposób dokładny, wyrazisty, ale bez narzucania sztucznego przekoloryzowania lub delikatnej ucieczki w jakąś odmianę ocieplenia, lub oziębienia. Wiernie oddane kolory (prawie jak w Hasselbladzie) i fotografie, które mogą się naprawdę podobać… No i mamy! W starych testach aparatów Leica SL opisywaliśmy to dokładnie. Bardzo udany, już z automatu balans bieli, połączony z profesjonalną neutralnością, ale nie sztucznie spłaszczonym na rzecz rozpiętości tonalnej, nieco wypłukanym z kolorów obrazowaniem. Podsumowując – obrazy z Lumix S1II mogą się najzwyczajniej w świecie podobać. A czy nie o to, tu chodzi?

To właśnie modele Leica SL – też przecież nie będące w topie, jeśli chodzi o ilość sprzedawanych egzemplarzy, pozwalały cieszyć się bardzo profesjonalną jakością fotografii i neutralnością, która dawała pierwszeństwo cechom używanego obiektywu. To właśnie owo uśrednianie na etapie przetwarzania zdjęć w korpusie jest bolączką wielu współczesnych konstrukcji. W korpusach Panasonic S1II czy Leicach SL matryca i aparat wiernie pokazują to, co daje dany obiektyw. Podpinanie różnych konstrukcji jest od razu rozpoznawalne.

Użyliśmy modelu S1II z obiektywem 2.8 24-70 PRO i od razu widzieliśmy jakość odwzorowania rzeczywistości adekwatną dla konstrukcji PRO.

Pamiętajmy jednak, że cenowymi konkurentami modelu Lumix S1 II będą aparaty, które uchodzą za półprofesjonalne w ofercie konkurencji. Tu mamy do czynienia z modelem, który jest lepszą, profesjonalną wersją modelu S5 IIX. Ogólne podobieństwo rozmiaru narzuca takie porównanie, ale takie rozwiązania jak wielokierunkowy ekran tylny, podwójne ISO, dwa różne sloty kart pamięci i nowa matryca dają ogólnie zupełnie nową jakość.

To właśnie nowa matryca o szybszym odczycie danych i ze zwiększoną rozpiętością tonalną odpowiada w dużej mierze za osiągi tego modelu. 70 klatek na sekundę w pełnej rozdzielczości, to jest coś! Dodać należy, że szybkość działania uległa poprawie a funkcjonalność odchylanego i obracanego ekranu mogą być wzorem dla wielu konstrukcji. Menu w stylu Panasonica oraz warta podziwu ergonomia rozmieszczenia przycisków są wzorowe. Tu od lat Panasonic zachwyca wszystkich, którzy nie zdołali się zaprzysiąc konkretnej marce. Jeśli przy wyborze kamery bierzemy pod uwagę funkcjonalność, ekonomię i jakość uzyskiwanych rezultatów, to właśnie Lumix może nas zaszokować wszechstronnością. Zwłaszcza zaś jeśli poza fotografowaniem będziemy także poważnie brali pod uwagę filmowanie. Zmiany w tym zakresie i osiągi nowego modelu są tak duże, że proponujemy lekturę drugiego artykułu o możliwościach Lumix S1II w filmie, bo to zupełnie nowa jakość, godna szerszego opisania, a nie akapitu w artykule.