Może wydawać się Wam, że macie Deja vu, ale to normalne. Projekt zewnętrzny obiektywów Voigtlandera nie ulega zmianie. Jedyne co się zmienia, to rozmiary, które delikatnie zmniejszają się z wersji na wersję, ale (spojlerując nieco) nie tracą na jakości optycznej. Wręcz zyskują. kolejna generacja triady 35, 40, 50 mm już jest gotowa do wprowadzenia na rynek. Pytanie zasadnicze jest takie – kto powinien się zainteresować Noktonem 1.2 50 II?
Odpowiedzmy na to pytanie już na wstępie. Po pierwsze posiadacze wersji I oraz szkła 1.0 50 nie muszą się tą nową wersją interesować. Nie znajdą tam niczego więcej niż to, co mają w swoich konstrukcjach. Może nie jest tak do końca i być może bardzo rygorystyczne testy jakościowe wykazałyby jeszcze jakąś poprawę. W testach, w których to ludzkie oko porównuje obraz niewiele więcej da się zobaczyć. Nokton 1.2 50 II jest świetny!
Zainteresować się powinni zaś tym szkłem wszyscy Ci, który chcieliby w swój system bezlusterkowy (obojętnie jaki dzięki przejściówce na M) wprowadzić dwie cechy, których często na próżno szukamy w konstrukcjach natywnych dla danych systemów. Plastyka i jakość. Niezrównana ostrość i mała głębia tak bardzo płynnie łączą się w charakterystyce tego szkła, że wręcz należy go spróbować aby doznać olśnienia. Olśnienia, którego doznają posiadacze systemu M – Leica, gdy oglądają zdjęcia zw swoich Summiluxów 1.4. Tyle, że tu jest lepiej!
Kto nie wie o czym piszę, niech mi nieco zaufa i pozwoli sobie wytłumaczyć, że żaden z natywnych obiektywów dostępnych obecnie na rynku i wyposażonych w AF nie oferuje takiego stosunku jakości do plastyki. Jeżeli mamy już jakiś jasny obiektyw typu 1.2 50 albo 1.4 50 to nie mamy niestety takiej ostrości na otwartej przysłonie jak w tym obiektywie. Plastyka i mała głębia są, ale jakości nie ma. Jeśli zaś mamy ostrość na najwyższym poziomie (jak w Zeiss Sonnar 1.8 55 do Sony), to nie otrzymujemy tak gładkich nieostrości, przejść tonalnych i kremowych rozmyć przypominających te z najlepszych obiektywów kinowych). Tu w Noktonie 1.2 50 II mamy właśnie to wszystko w jednym obiektywie.
Ba! mamy coś więcej. po przymknięciu obiektywu do 5.6 otrzymujemy totalnie referencyjny obraz, który może być wzorem dla każdej najdroższej nawet pięćdziesiątki na rynku! To jest właśnie to, za co kochają ten obiektyw rzesze użytkowników systemu M czy Sony (bo to właśnie oni najszybciej oswoili dla siebie te obiektywy). Piękna plastyka i papierowa głębia ostrości na w pełni otwartej przysłonie i referencyjna jakość po przymknięciu… Czy to wszystko, za co warto lubić obiektyw Nokton 1.2 50 II? Nie! Najważniejsze są w jasnych Noktonach – piękne, gładkie, kremowe rozmycia. W obiektywie 35 mm nie są aż tak gładkie. W 50 mm dzięki mniejszemu kątowi widzenia są absurdalnie kremowe i piękne. Nawet bardzo nerwowe tło potrafi uspokoić się i dodać klimatu do obiektu na pierwszym planie. Za to kochamy ten obiektyw najbardziej.
Dodatkowo należy pamiętać, że obiektyw ten kryje z lekką winietą pole matrycy Fujifilm GFX/Hasselblad X. Delikatną, optyczna winietą, wnosząc przy ogniskowej 40 mm do średniego formatu bardzo atrakcyjne obrazowanie. Miniaturowość tego obiektywu i jego wyjątkowo solidna, całkowicie metalowa budowa z nowym udoskonalonym mechanizmem jeszcze bardziej płynnej ostrości powodują, że praca z tym szkłem jest czystą przyjemnością. Każdy uzyskiwany obraz już przestaje być zdjęciem a staje się przemyślaną, dopracowaną plastycznie fotografią. jeśli więc jesteś jeszcze na poziomie konstrukcji z AF a chciałbyś sięgnąć nieco dalej w głąb fotograficznej materii i uzyskiwać znacznie lepsze efekty, możesz a nawet powinieneś sięgnąć po ten obiektyw. Asferyczny Nokton 1.2 50 II, to obecnie klasyczny, wysokiej jakości standard wśród szkieł Voigtlandera.

