Wielokrotnie ludzie zadawali mi jedno pytanie, na które nigdy nie miałem jednogłośnej odpowiedzi. „Słuchaj, potrzebuje uniwersalnego aparatu na wakacje, na co dzień. Ma być mały, robić dobre zdjęcia za dnia i w nocy, być łatwy w obsłudze, a najlepiej do tego ładny i stylowy”. Po takim pytaniu nigdy nie miałem jednoznacznej odpowiedzi. Starając się odpowiedzieć swoim znajomym, zasiadałem przed ekranem w poszukiwaniu informacji na temat najróżniejszych modeli kompaktowych aparatów. Niestety zawsze było jakieś „ale” i moja odpowiedź sprowadzała się do polecenia najnowszego smartfona, po prostu robi zdjęcia, jest mały i zawsze w kieszeni, czym przebija dzisiejsze aparaty, które w dużej mierze są po prostu niepraktyczne z punktu widzenia laika.

Tym sposobem dochodzimy do bohatera dzisiejszej recenzji, czyli Leica D-LUX 7. Po pierwsze jest naprawdę mały. Patrząc na zdjęcia, nie przypuszczałem, że zmieszczę go w kieszeni. Po drugie jest stylowy, ale to nie powinno nikogo dziwić, w końcu to Leica. Dziś styl to nie tylko estetyka, ale dobre wykonanie. Ten model cechuje się wyjątkową precyzją w wykonaniu, czuć to, kiedy trzymamy go w ręce. Sam przedmiot, nie patrząc już na walory techniczne, jest po prostu magiczny i przykuwa wzrok przechodniów. Posiadając go i „bawiąc się” nim w ciągu dnia, czułem się wyjątkowo. Myślę, że należy podkreślić fakt, iż robienie zdjęć tą Leicą jest uzależniające. Nie obejrzycie się, a to maleństwo będzie z Wami na każdym kroku – jeszcze bardziej sobie to uświadomiłem, kiedy spojrzałem na zrobione zdjęcia na laptopie.

Oczywiście jako wymagający użytkownik musiałem włączyć RAW-y, a główną przyczyną było to, że zraziłem się do samej jakości zdjęć jpg, które oferuje większość kompaktów. Wielokrotnie denerwowałem się na dramatyczny kontrast, brak detali lub zbyt duże wyostrzenie obrazu kończąc na kolorach, których nie sposób było do niczego porównać. Jakże duże było moje zdziwienie, kiedy otworzyłem pliki jpg. W tym momencie powinienem wymienić czego to zasługa i zrobię to, choć, myślę, że większość ludzi, którzy decydują się na kupno tego aparatu, nie będzie w 100%, wiedziało, na co tak naprawdę się pisze.

Aparat wyposażono w obiektyw o zakresie ogniskowych sięgającym od 10.9 do 34 mm i przysłon f/1.7-2.8. Jest to odpowiednik obiektywu 24-75 mm w formacie 35 mm. Choć nie jestem zwolennikiem obiektywów zmiennoogniskowych to ten, sprawdza się świetnie. Jeden mały aparat i wiele możliwości – od krajobrazu po portret w ciągu paru sekund co jest ważną zaletą podczas wakacyjnych zdjęć czy tak zwanej fotografii ulicznej. Dzięki przetwornikowi micro 4/3 oraz rozdzielczości 17 MPx nie musimy się przejmować gorszymi warunkami oświetleniowymi – śmiało możemy wykorzystać potencjał miejsca, w którym się znaleźliśmy bez marudzenia, że zrobiło się już ciemno. Możliwości tego aparatu są w zupełności wystarczające, jeśli nie jesteśmy zawodowcami. Kiedy zajdzie potrzeba nakręcenia filmu również nasza Leica sprawdzi się w 100%. Jakość 4K w 30 klatkach na sekundę wraz ze stabilizacją obrazu są wręcz idealne na kręcenie z ręki i uwiecznienie ważnych i spontanicznych chwil z naszego życia. Parametry techniczne tego aparatu są idealne, biorąc pod uwagę fakt, że wciąż jest to kompakt, jednak nie to jest jego największą zaletą. Uważam, że podczas mojej przygody z Leica D-LUX 7 pokochałem w niej funkcjonalność oraz styl. Oczywiście te dwie rzeczy byłyby niczym, gdyby nie ostateczna jakość zdjęć, które serwuje nam ten mały aparat.

Skupiając się na największym atucie, czyli funkcjonalności w pierwszej kolejności wymieniłbym po pierwsze: klasyczne pokrętła ekspozycji, które znajdują się na górze aparatu. Jest to prostego i prozaiczne, a zarazem ułatwiające używanie sprzętu w sytuacjach wymagających szybkich reakcji. Zresztą nie tylko podczas pośpiechu – jest to po prostu bardzo wygodne, lecz wciąż rzadko spotykane w aparatach kompaktowych. Do tego należy dołożyć wygodne menu, które jest intuicyjne i opanowałem je w ciągu 2 minut w samochodzie, stojąc w korku, kiedy rozmawiałem przez telefon. Warto również dodać, że ekran jest dotykowy i jeśli należymy do ludzi, którzy zapomnieli jak obsługiwać przyciski manualne, to bez problemu poradzimy sobie i w tym przypadku. Całe menu możemy „przeklikać” poprzez ekran dotykowy co, uważam, że jest ogromną zaletą zwłaszcza podczas szukania ostrości – wystarczy jedno kliknięcie i aparat łapie ostrość na tym na czym, położyliśmy palec dosłownie w ciągu ułamka sekundy. Na dokładkę możemy zobaczyć nasze zdjęcia w aplikacji Leica FOTOS, która współpracuje z iOS oraz Android. Bez problemu możemy połączyć się z naszą Leicą D-LUX 7 i zgrać zdjęcia na smartfona. Ponadto możemy bezpośrednio wysłać je na social media z aplikacji. Co więcej, mamy również możliwość sterowania aparatem ze smartfona co rozwiązuje problem braku odchylanego ekranu, który swoją drogą nie zawsze spełnia swoją funkcję w 100%. Tu możemy obsługiwać cały aparat wraz z parametrami bez kompromisów.

Dziś mogę śmiało odpowiedzieć na zadawane mi często pytanie. Zrobię to z przyjemnością, bez zawahania się i .. z bólem serca, że sam jeszcze nie zakupiłem swojej Leica D-LUX 7. To wspaniałe urządzenie, mały aparat o wielkich możliwościach, który zadowoli każdego laika fotografii, średniozaawansowanego fotografa, który poszukuje nie tylko narzędzia do robienia zdjęć, ale i stylowego, podręcznego kompana, który sprawi, że każda wyjątkowa chwila zostanie uwieczniona w sposób nietuzinkowy.