Taki dzień musiał kiedyś nadejść. Najzwyczajniej w świecie nie wiem jak odnieść się do najnowszego bezlusterkowca systemowego z Wetzlar. Dlaczego? Dlatego, że obecnie produkowane topowe korpusy – niezależnie od jakiego pochodzą producenta – są tak dobre, że niczego im nie brakuje, a zakładane cele realizują na ogół z nawiązką. Czasami z dużą nawiązką. Jednocześnie daje się zauważyć pewną specjalizację i dzielenie linii korpusów na coraz bardziej wyspecjalizowane maszyny do gromadzenia obrazów. Tak to już chyba jest, że gdy zaczyna się sięgać naprawdę wysoko, dochodzi się do bariery, która wymusza specjalizację. Nie jest to podział ze względu na to, że coś będzie realizowane gorzej. To podział ze względy na to, aby coś realizować jeszcze lepiej. Znamy dobrze taką tendencję z korpusów Sony. Teraz z kolei dane jest nam doświadczyć wysokiej specjalizacji rodem z Niemiec.

Co ja tak z tą specjalizacją? Nie da się nie zauważyć, że chociaż korpus SL2-S łudząco przypomina inne korpusy tej rodziny to pierwsze uruchomienie i próba wykonania jakiegokolwiek zdjęcia od razu zaskakują. Początkowo jesteśmy zaskoczeni szybkością działania od uruchomienia, poprzez system AF, aż po bardzo pięknie brzmiące, wytłumione uderzenie migawki. Nie żartuję. Jeśli uruchomimy tryb seryjny, śledzący AF i tym podobne tryby mające dać nam dużą ilość ostrych zdjęć poruszających się obiektów – korpus przeradza się w żyjący własnym życiem, diabelnie skuteczny mechanizm. Początkowo – nie wiedzieć czemu – zrodziło mi się w głowie trochę może niestosowne porównanie do równie skutecznego i do dzisiaj niepodrabialnego, innego niemieckiego „wynalazku”. Karabinu maszynowego MG 42. Tak moi mili. Maschinengewehr 42 to naprawdę dobry karabin maszynowy, który działa z niesamowitą skutecznością. Podczas II wojny światowej każda ze stron konfliktu marzyła aby mieć go w swoich rękach. Nie wiem co miał w głowie Werner Gruner, jego konstruktor, ale stworzył broń, której sam dźwięk jest rozpoznawalny z daleka. Szybkostrzelność i niezawodność okazały się iść w parze z olbrzymim zasięgiem skutecznego ognia. Serii z tego karabinu nie da się zapomnieć, gdy już raz się ją usłyszało. To samo mamy tutaj. Piękny dźwięk i niesamowita skuteczność i to natarczywe skojarzenie z bronią….

No tak! Już wiem, dlaczego tak mi się skojarzyła SL2-S. To kamera o skuteczności dorównującej innym korpusom segmentu premium tyle, że lepsza w pewnych zakresach. Jeśli zaś nie lepsza od konkretnego modelu konkurencji w pewnych zakresach, to posiadająca zespół cech, które przeważają nad konkurencją. Co jest najważniejszą cechą tego korpusu, jakim jest w sumie każdy SL? Metalowa obudowa stanowiąca jedną bryłę! To właśnie ta obudowa w połączeniu z karbowaną powierzchnią uchwytu i duży ładowany od dołu akumulator, ryglowany specjalnym przełącznikiem (przypominającym selektor wyboru trybu ognia w broni strzeleckiej … hehe) sprawiają wrażenie obcowania z niesamowicie pancerną konstrukcją.

Jest tak w istocie. Ta bryła metalu waży, wraz z akumulatorem 931 gram. Skrywa w sobie matrycę o skromnej jak na koniec 2020 roku rozdzielczości 24 megapiksele wykonanej w technologi CMOS-BSI, zawieszonej na systemie stabilizacji pięcioosiowej. Uszczelnienia na wilgoć i pył są naturalną konsekwencją samego pomysłu, metalowej obudowy, jak i niemieckiej precyzji wykonania. Jeśli inne topowe aparaty nazwiemy precyzyjnymi i solidnymi to na słowne opisy tego korpusu już nie starczy nam wyobraźni. Nawet pokrętło górne jest metalowe!

Te wrażenia są potęgowane poprzez osadzony na sztywno tylny ekran i niesamowicie solidną osłonę muszli ocznej wspartej korektą dioptryjną celownika realizowaną… tak, tak – jak w lornetce lub celowniku optycznym broni palnej…, poprzez obrót całego zespołu soczewek, a nie delikatne pokrętełko z boku wizjera, jak dzieje się to w konkurencyjnych produktach. Słowem ta totalna solidność, która idzie w parze z większymi nieco niż u konkurencji gabarytami – sprawia, że trzymamy w dłoni aparat/camerę na lata profesjonalnej, ciężkiej pracy. Do tego zaraz wrócę, ale najpierw kilka słów o optyce.

Tak – tu dygresja. Aparat jest dostępny, w cenie niższej niż to do czego przyzwyczaiła nas Leica. Kosztuje dokładnie tyle, co topowe produkty konkurencji. Jednak jest jeden aspekt dodatkowy. Obiektywy natywne są jednak godne tego korpusu (chociaż możecie korzystać z wielu innych niefirmowych, których oferta stale się zwiększa) z bagnetem SL i poprzez przejściówki właściwie wszystkie inne – w tym Leica M i innych. Tak. To nie tania, ale wartość dodana. Metalowe tubusy i perfekcyjnie szybki system AF to jedno, jakość optyczna tych obiektywów to drugie. Wiem, że wyda się to Wam frazesem no bo jasne – leica – to musi być super itd. Ja już tak nie podchodzę i po testach tak wielu urządzeń jest mi już wszystko jedno. Nie mam preferencji i bez emocji oceniam przydatność i jakość tego czy innego sprzętu. Jeśli dysponuje on tak nikczemną rozdzielczością to już w ogóle jeżę się na samą myśl o takim sprzęcie. A jednak. Te zdjęcia mnie zdziwiły. Ich ostrość i mikrokontrast mogą przejść do historii. Kadry są ostre do bólu, ale to nie wszystko, są także bardzo gęste i podatne na obróbkę. Mikrokontrast nawet standardowego zooma powala niektóre stałki Zeissa. Nie mogłem uwierzyć w to, co widzę. 24 megapiksele, ale niesamowicie dobre 24 megapiksele. Ta rozdzielczość zresztą nie martwi, ponieważ to aparat/camera.

I tu zgrabnie wracamy do poprzedniego akapitu. Tak to kamera a właściwie – camera! Analogia do modelu A7S Sony jest zapewne przypadkowa, ale to najlepsza „kręcąca” materiały wideo Leica. Aparat ma godne pozazdroszczenia menu, które zawiera wszystko, a jednak jest intuicyjne (Można? Można!), ale najważniejsze jest to, ze wejście w nie od razu dzieli nas na filmowców i fotografów. Gdy podejmiemy tę jakże ważną decyzję, otwiera się dla nas świat ustawień dotyczących tego, co zamierzamy robić. Jest to tak proste i tag genialne, że jak zwykle musiałem się zastanawiać – dlaczego inni na to nie wpadli? No ale ktoś zawsze musi być pierwszy. Morze ustawień formatów i kodeków, które otwiera się przed nami, jest rozbrajające, iż pewnością ucieszy niejednego operatora. Format C4K z pełnego sensora 35 mm jawiący się jako: MOV C4K: 25 B/s, 4:2:2 / 10 Bit (SD & HDMI), 35mm & APS-C, H.264, ALL-I, 400Mbps otwiera stawkę profesjonalnych zastosowań. Jak pisał Mateusz w zajawce tego modelu być może dzięki wewnętrznemu zapisowi 4:2:2 z bitrate 400Mbps, może wejść do zaszczytnego grona sprzętu akceptowanego przez Netflix! To bardzo dobre parametry. W 4K z APS-C wyciąga się 59,94. Jest naprawdę dobrze. Korpus jest masywny i nie zaskrzypi obciążony rekorderem w sankach lampy czy monitorem podglądowym.

Nie silę się na klasyczny test z podawaniem danych technicznych ponieważ te najistotniejsze to pliki RAW 14 bitów, ograniczenie pliku video do 96 GB (sic!), stabilizacja pięciolosowa o wydajności 5,5 EV, sensor z rozmiarem piksela 5.94 μm i wyjście USB-C wspierające po raz pierwszy tethering z CaptureOne. O akumulatorze wystarczającym do zrobienia zbyt wielu zdjęć dziennie nie wspomnę. Reszta jak w innych topach.

Na koniec mocna refleksja. Bombardowany jestem ostatnio samymi topowymi produktami generującymi świetne obrazy. Słowa superlatyw p[od ich adresem wydają się już tracić na znaczeniu. Najnowsze produkty z górnej półki, bez względu na markę, są naprawdę wyśmienite i niczego im nie brakuje. Myślałem, że odbiorę 24 megapikselową aparat jako trochę zbyt słaby. Jednak zespół cech, jakim dysponuje ponad to, co oferuje konkurencja, pozwoliłbym pomysleć o nim, jako o jednym z najlepszych wyjść przy zakupie sprzętu do poważnej pracy. Nawet gdybym nie mógł od razu kupić wymarzonych szkieł, a są tu dwa rodzynki APO-Summicron o ogniskowych 35 mm i 75 mm, które stanowić by mogły podstawę systemu tworzącego genialnie mocne, technicznie bardzo dobre i gęste postprodukcyjnie obrazy. W dodatku dla kogoś, kto poważnie myśli o filmowaniu – wejście w ten korpus otworzy mu świat obrazowania z filmowym i nie waham się stwierdzić – kinowym lookiem – wprost z korpusu. Bardzo. Bardzo mocna propozycja, która ze swą ponadczasową formą i tytaniczną wytrzymałością z pewnością stoi wyżej niż Sony A9 czy Canon EOS R5. Boję się o to, w jakim kierunku zmierza przemysł fotooptyczny. Gdybym teraz wchodził w filmowanie i fotografowanie i miał do wydania tyle co potencjalni nabywcy „erpiątek” czy „adziewiątek” nie szedłbym w tamte systemy. Tu nawet balans bieli wydaje się być o dwa, trzy poziomy lepszy, a trzymanie w dłoni tego pancernika daje pewność, że sprzęt jest dobry – tylko czy ja zaoferuję mu ciekawe zajęcie?

Poniżej fotografie “byle czego” zrobione przy słabym kontraście światła zastanego obiektywami APO-Summicron 35 mm f2 i Vario-Elmarit-SL 24-90 f/2,8 – 4 ASPH.