Heliar to od 1901 roku produkt flagowy marki Voigtländer. Naprzemiennie rozmieszczone elementy z dwóch gatunków szkła tronu i flintu, stworzyły obiektyw dobrze skorygowany i pozbawiony aberracji chromatycznej. Ostry ale i bardzo „przezroczysty”, w małym stopniu wpływający na obraz. Voigtländer zawsze podchodził z estymą do tego szkła i powstawały najróżniejsze koncepcje o wyraźnym charakterze vintage, nawiązujące do tego jak wyglądał w pierwszej połowie XX wieku. Tu jest inaczej. Po pierwsze jest on zbudowany w najbardziej przystępny i ergonomiczny sposób. Jest najwygodniejszym z obiektywów Heliar, zaraz po Heliar Classic 1,5 50 mm, który jest delikatnie miękki a ten zdecydowanie nie.

Obudowa jest niewielka. Długość 21,2 mm. 131 g. Odległość ostrzenia 70 cm. Ale… Dwie wersje kolorystyczne. Stonowana srebrna nawiązująca ściśle do koloru srebrnych korpusów Leica, świetnie nadająca się do takich korpusów jak np. Fujifilm XE-4 i czarna. Dwa mocowania – Leica M i M39. To co go wyróżnia to zastosowanie dodatkowej soczewki asferycznej, która w ten klasyczny czteroelementowy zespół soczewek wniosła korekcję kontrastu i ostrości.

Ten Heliar jest najlepszy z ciągle jednak klasycznych Heliarów. 10 listków przysłony w tak małym obiektywie, który posiada średnicę mocowania filtra 34 mm, to wyczyn świadczący o tym, że ta konstrukcja jest traktowana poważnie przez jej twórców. Blokada ostrości, specjalny trzpień ułatwiający montaż tego cudeńka na korpusie, tylko ułatwiają pracę z nim. 


 

Poniższe fotografie wykonano na aparacie średnioformatowym GFX 100S, dla wyobrażenia sobie jakości na pełnej klatce należy przyciąć obraz z każdej strony. Obiektyw na FF nie winietuje tak wyraźnie, jak na średnim formacie.